Rozdział 10 - Projekty edukacyjne z PMP

Audiobook "Maks konsulski w akcji"

Rozdział 10 – "I lepiej, żebyś zrobił to, czego oczekuję..."

Audiobook

Pobierz kazuśnik do rozdziału 10. (PDF)

Pobierz kompletny kazuśnik z prawa międzynarodowego publicznego (PDF)

Cornstrang, ambasada Wasylii

Wasylia, Ministerstwo Rozwoju i Gospodarki

W DZIEŃ PODPISANIA TRAKTATU…

Służba państwu to zaszczytna rzecz, wymaga jednak wielu poświęceń; praca do późnych godzin nocnych, podróże w egzotyczne miejsca, wymagający zwierzchnicy…Jednak tego dnia ministrowi rozwoju i gospodarki Wasylii zdawało się, że nie ma gorszych katuszy niż przepocona koszula przy trzydziestopniowym upale w oczekiwaniu na gości. Jakby sama wiadomość nie była wystarczającym utrudnieniem, co mogła oznaczać? I czy oznaczała to, czego najbardziej się obawiał? Zerkając ze zdenerwowaniem na zegar zauważył, że nieświadomie zmienił po raz kolejny układ przedmiotów na swoim biurku. "Gdzie oni są? Powinni już przybyć." – w umyśle ministra niepokój mieszał się z irytacją i znużeniem. Wreszcie do drzwi gabinetu zapukała Joanna Wiersieska – młoda sekretarka i jednocześnie anioł, który w tych ciężkich, letnich dniach organizował dostawy wody i lodu dla pracowników ministerstwa.

− Panie ministrze, przybył ambasador Republiki Wilońskiej.

− Pfffff, nareszcie! – odpowiedział minister wypuszczając nagromadzone w płucach powietrze – proszę go wpuścić, pani Joanno.

− Oczywiście panie ministrze, już go proszę,... przy okazji, przynieść coś do picia?

Ulga związana z perspektywą łyka świeżej wody, która wymalowała się na twarzy ministra, była aż nadto wystarczającą odpowiedzią. Po raz ostatni poprawił teczki i długopisy na biurku i przyjął swoją zwyczajową pozycję negocjacyjną układając się swobodnie w fotelu. Po chwili w progu jego gabinetu stanął ambasador Republiki Wilońskiej, którego czerwona twarz wyraźnie wskazywała, że także i on zmagał się z falą upałów uwięziony w garniturowej zbroi.

− Panie ambasadorze, witam w moich skromnych progach! Proszę się rozgościć, pani Joanna zaraz przyniesie nam coś chłodnego i będziemy mogli przejść do meritum.

− Dziękuję serdecznie, panie ministrze, mam nadzieję, że nie potrwa to zbyt długo, a nasza rozmowa pozostanie prywatna, zresztą myślę, że za chwilę to panu zależeć będzie bardziej na prywatności niż nam.

− To znaczy? – Minister poczuł, że jego oddech staje się cięższy, a po plecach zaczyna płynąć strużka potu.

− To znaczy dokładnie to, co pan przeczuwa, szanowny panie, do naszych służb dotarła bardzo interesująca korespondencja, którą prowadził pan z niejaką Izabellą. Musze przyznać, że jak na żonatego od dziesięciu lat mężczyznę to bardzo odważne słowa, powiedziałbym że nawet zbyt odważne… - ambasador posłał ministrowi sugestywny uśmiech.

− Panie ambasadorze ekchm, jaaaa, jestem przekonany, że uda nam się coś z tym zrobić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. – Nagła suchość w ustach niemal odebrała ministrowi mowę – gdzież była ta Joanna z wodą?

Uśmiech na twarzy ambasadora rozszerzył się jeszcze bardziej.

− A nie mówiłem, szanowny panie? No i pozostaje jeszcze druga kwestia, bardziej nazwijmy to ,,państwowa”.

− Na Boga, a to co znowu ma oznaczać? – spytał minister czując, że jego żołądek za chwilę odmówi mu posłuszeństwa.

− Powiem tak: w okolicach naszej granicy manewry przeprowadzają nasze wojska, z danych dostępnych i nam, i wam wynika, że oddziały, które prowadzą ćwiczenia, i przez zwykły przypadek byłyby w stanie w dwanaście godzin dotrzeć do waszej stolicy, są dwukrotnie liczniejsze od całej waszej armii lądowej. Proponuję zatem, aby w trybie wyjątkowo przyspieszonym podpisał pan umowę o współpracy gospodarczej między naszymi krajami, a także użył wszelkich swoich wpływów żeby pozostała część rządu przychyliła się do tej propozycji. – Mówiąc to wyjął z teczki kilka podpisanych przez siebie plików kartek z tytułem „Traktat o wzajemnym wsparciu gospodarczym w trudnych momentach historii”.

− Proszę na spokojnie przeczytać, a ja dziś wieczorem będę oczekiwać na wiadomość, że przystajecie na warunki, które zawarto w dokumentach, nie muszę chyba dodawać co się stanie, jeżeli podejmiecie inną decyzję. No, na mnie już czas, człowiek się żywcem gotuje w tych służbowych strojach. Diego! Wychodzimy! – Powiedziawszy to, ambasador wstał i wyszedł na korytarz, gdzie czekał na niego mężczyzna, który jednocześnie przypominał asystenta, jak i ochroniarza, natomiast z zaczerwienionego nosa i drżących delikatnie dłoni wnosić można było, że jego obecność na bankiecie stanowić będzie istotne obciążenie dla barku z alkoholem. Gdy zatrzasnęły się drzwi, minister wytarł spocone dłonie i drżącą ręką sięgnął po dokumenty. Z każdą stroną, z każdą linijką docierało do niego, że oto stanął przed wyborem: skompromitować się publicznie i przeżyć rozpad małżeństwa albo pchnąć swoją ojczyznę w gospodarczą niewolę wojowniczego sąsiada poprzez finansowanie dalszych jego zbrojeń. Poczuł, że wszystko wewnątrz go skręca, wypadł ze swojego gabinetu niemal przewracając w drzwiach panią Joannę, której refleks i zręczność uratowały karafkę z wodą przed dramatycznym upadkiem. Popędził do łazienki, zatrzasnął się w kabinie i zwymiotował. Po chwili usłyszał głos sekretarki.

− Panie ministrze, wszystko w porządku? Czy coś się stało?

− Nie, nie, wszystko w porządku pani Asiu, po prostu gorzej się poczułem.

− Czy mam wezwać pogotowie?

− Nieee, nie trzeba, po prostu pójdę do domu, ale do pani mam prośbę. Na biurku zostawiłem parę dokumentów, proszę je w moim imieniu podpisać bez czytania, to bardzo ważne.

− Na pewno tak można panie ministrze? – zapytała nieco zdezorientowana Joanna.

− Tak, tak. Zaraz wystawię pani odpowiednie upoważnienia, wszystko będzie zgodne z literą prawa, ale proszę się pospieszyć.

− No dobrze, zaraz przyjdę, proszę poczekać.

Powiedziawszy to Joanna poszła do gabinetu i zgodnie z instrukcjami podpisała wszystkie egzemplarze traktatu, obfitującego w liczby, które pomimo braku jej rozeznania w sprawach wielkiej polityki, wydawały się dziwnie nierówne na korzyść jednej ze stron. Nie zagłębiając się jednak w treść, zgodnie z instrukcjami, spakowała wszystkie dokumenty do teczki i zaniosła je do toalety, gdzie powitał ją widok omdlałego ministra. Zawiadomiła więc pogotowie, które szybko odebrało go z budynku ministerstwa i zabrało na badania do najbliższego szpitala, gdzie stwierdzono iż przyczyną omdlenia były przepracowanie, stres i odwodnienie. Feralnego ministra jeszcze tego samego dnia wypuszczono do domu, jednak w całym tym zamieszaniu zapomniał on wystawić Joannie odpowiednie pełnomocnictwa. Traktat o wzajemnym wsparciu gospodarczym w trudnych momentach historii został oficjalnie parafowany przez ambasadora Republiki Wilońskiej oraz Joannę Wiersieską – sekretarkę ministra z Wasylii…