Audiobook
Cornstrang
Przekraczając próg ambasady czułem błogi spokój. Nic dzisiaj nie może zepsuć mojego dobrego nastroju. Krótki urlop był dokładnie tym, czego potrzebowałem, aby odzyskać zapał do pracy, którą przecież bądź co bądź lubiłem. Jednak już po chwili zauważyłem, że jestem jedyną spokojną osobą w pomieszczeniu.
− Coś się stało? – zapytałem siedzącej nieopodal recepcjonistki.
− Czy ty nie oglądasz wiadomości? – zapytała Grażyna opryskliwym tonem. Nie dałem się jej jednak wyprowadzić się z równowagi.
− Akurat przed pracą musiałem podejść do piekarni, nie miałem czasu. Ale za to przyniosłem Twój ulubiony serniczek. – postawiłem kartonowe pudełko na ladzie przed kobietą.
− Wojna się stała. – niechętnie odparła Grażyna otwierając pudełko.
,,Jaka wojna, z kim, przecież nie zapowiadało się, aby miała się rozpocząć jakaś wojna!” – myśli przebiegały przez moją głowę z prędkością światła.
− Mogliśmy się tego spodziewać, od dawna coś wisiało w powietrzu. – ponuro stwierdził Bogusław Dąbrowski – musimy przygotować się do ewakuacji.
− Znamy jakieś szczegóły? – zapytałem szefa ochrony ambasady.
− Cornstrang zaatakował dzisiaj nad ranem Republikę Jawy. Rząd Cornstrangu oskarża, że władze Jawy źle traktują mieszkańców narodowości cornstrandzkiej – powiedział Bogusław – nikt mi nie wierzył, a ja przecież od dawna uważałem, że taka sytuacja to tylko kwestia czasu.
− Społeczność międzynarodowa okazała solidarność Republice Jawy, już wiele państw nałożyło na Cornstrang sankcje, a do tego jutro zbierają się głowy państw, aby zaplanować dalsze działania i jeszcze bardziej efektywnie pomóc Republice Jawy. – uzupełniła Grażynka w wyraźnie lepszym humorze po zjedzeniu połowy sernika.
− To teraz nieistotne, co się dzieje w innych krajach – przerwał Grażynce Bogusław, któremu spowodowany sernikiem dobry humor wyraźnie się nie udzielił – mamy zaledwie dwa dni na opuszczenie placówki, nasze państwo zawiesiło stosunki dyplomatyczne z Cornstrangiem, a więc nie mamy powodu, aby tu dłużej przebywać.
− Czy mogę jakoś pomóc? – zapytałem.
− Tutaj nie, idź zapytaj się ambasadora. – poradził Bogusław.
* * *
Atmosfera w ambasadzie z każdą chwilą stawała się coraz bardziej napięta. Martwiłem się o swoją siostrę i rodziców. Nie byłem jedyną osobą, której strach o dobro bliskich utrudniał tego dnia wykonywanie obowiązków zawodowych. Nie mieliśmy jednak czasu do stracenia. Próbując odpędzić od siebie czarne myśli zajmowałem się zabezpieczaniem dokumentów. Jednak tego dnia każdy rozwiązany problem zostawał natychmiast zastąpiony dwoma nowymi.
− Nie da się tego zrobić, panie Kopczyński, po prostu się nie da – podniesiony i wyraźnie zestresowany głos szefa ochrony, Bogusława, niósł się po ambasadzie.
− Jak to się nie da? – ambasador był wyraźnie oburzony – przecież musimy przewieźć wszystkie zgromadzone dokumenty, to są wrażliwe dane, wiele z nich ściśle tajne.
− Nie mamy czym – głos Bogusława był zrezygnowany – nie mamy wystarczającej ilości pojazdów.
Już chciałem wtrącić się do rozmowy, oferując słowa pocieszenia, bo rozwiązania problemu niestety nie miałem, kiedy usłyszałem głośny szloch. Natychmiast poszedłem sprawdzić jego źródło.
− Pani Kasiu, co się stało? – zapytałem zapłakaną kobietę.
− Przecież ja jestem obywatelką Cornstrangu, oni nie dadzą mi wyjechać, będę musiała tu zostać – powiedziała przez łzy.
− Nie martw się, kochanie, nic takiego się nie stanie, nie mogą cię zmusić, abyś tu została. – próbował Kasię pocieszyć jej mąż Marek, który był pracownikiem ambasady.
Zanim zdołałem wymyślić coś, co nie będzie brzmiało jak głupi slogan, a jednocześnie podniesie na duchu Kasię, usłyszałem tym razem przenikliwy pisk.
− Grażynko, jak możesz być tak nieczuła na sztukę, przecież to tak piękna budowla, a przez wojnę na pewno ulegnie zniszczeniu! – pani Jadzia wyglądała na bliską łez. – To budynek w którym pracuję od 4 lat, tak się do niego przywiązałam!
Westchnąłem, przecierając twarz ręką. Sytuacja w ambasadzie niebezpiecznie zbliżała się do paniki. Ewidentnie nikt nie wiedział, co robić w takiej sytuacji, a napięta atmosfera sprzyjała konfliktom.
− Przecież kłótnie to ostatnie, czego nam potrzeba – westchnąłem bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. – nie możemy sobie pozwolić na panikę.
− Nie możemy sobie pozwolić na panikę. – powiedziałem tym razem głośniej, aby inni również mnie usłyszeli. – Sytuacja jest daleka od ideału, ale musimy zachować spokój.
W ambasadzie zapanowała cisza, nawet Grażyna przestała jeść sernik.
− Skupmy się na jednym problemie w jednym momencie, nie martwmy się na zapas. Pamiętajcie, że razem damy sobie ze wszystkim radę. – stwierdziłem mając nadzieję, że z mojego głosu bije pewność, której w rzeczywistości nie czułem.