Rozdział 11 - Projekty edukacyjne z PMP

Audiobook "Maks konsulski w akcji"

Rozdział 11 – Na pohybel dobrym obyczajom!

Audiobook

Pobierz kazuśnik do rozdziału 11. (PDF)

Pobierz kompletny kazuśnik z prawa międzynarodowego publicznego (PDF)

Cornstrang, ambasada Wasylii

Ostatecznie wybrałem klasyczny, grafitowy garnitur, który korespondował z kolorem moich tęczówek. Do tego dobrałem srebrny krawat, ciemniejszą poszetkę i spinki do mankietów z platyny, które kurzyły się od kilku lat w szafie, gdyż się bałem, że je zgubię. Teraz nadszedł ich czas na zabłyśnięcie w świetle kryształowych żyrandoli. Cudem w chaotycznej garderobie odnalazłem też czarne, wysokie skarpety, które odpowiadały moim czarnym, lakierowanym butom. W takim wydaniu, punktualnie o dwudziestej postawiłem stopę na sali bankietowej, której parkiet był tak wypolerowany, że lśnił jak nażelowane włosy radcy Bartłomieja. Po skierowaniu nas do pomieszczenia, w którym podano aperitif, udaliśmy się do głównej sali ze stołami ustawionymi w kształt litery ,,U”. Odnalazłem wizytówkę ze swoim imieniem i zająłem miejsce, a mój żołądek z niecierpliwością domagał się czegoś bardziej ,,konkretnego” niż kieliszek białego wina i eleganckie przystawki. Moje prośby zostały wysłuchane, więc delektowałem się każdą łyżką zupy i każdym kęsem kapitalnie doprawionego mięsa. Zwierzchnictwo nad dzisiejszą podróżą kulinarną sprawował szef kuchni ambasadyFrancois Portier, więc nikt nie bał się o swoje kubki smakowe tego wieczoru.

*  *  *

− Co za stypa, Franiu, ja tu nie wytrzymam kilku godzin o białym i czerwonym winie! Nie macie może ,,pod ladą” czegoś mocniejszego? – wiceprezydent miasta, Amarillo Fuentes, męczył szefa kuchni i opierając się o kuchenny blat narzekał na swą niedolę.

− Mieć, mamy, tylko że na przyjęciach zasiadanych nie podaje się takich trunków, Amarillo. – Francois Portier śmiał się w duchu z umęczenia swojego wieloletniego przyjaciela i kontynuował dekorowanie talerzy z panną cottą.

− Ale Franiu, kto ci każe poić całą salę…? Nie możesz mi jakoś dyskretnie dostarczyć odpowiedniego trunku do stołu? Proszę cię, znamy się tyle lat…

− No dobrze… - Amarillo westchnął. – ale masz nie zrobić wstydu!

− Bratku, jestem samorządowcem z wieloletnim stażem, pić to trzeba umieć i ja umiem doskonale!

− Dostaniesz dzbanek na herbatę z małym dodatkiem. Tylko nie dziel się nim z nikim!

− Dzięki, Franiu! Z niecierpliwością czekam na dostawę! – Amarillo w znacznie lepszym humorze wrócił na salę bankietową, zahaczając po drodze o wszystkie możliwe lustra. Gdy w końcu dotarł do stołu, zobaczył, zgodnie z obietnicą, duży dzbanek. Rozglądając się na boki powąchał jego zawartość, z radością stwierdzając, że to whisky. Napełnił więc filiżankę i widząc, że pozostali goście są zajęci rozmową, opróżnił jej zawartość jednym łykiem. Czynność powtórzył jeszcze kilka(naście) razy, z przerwami na pojedyncze rozmowy z zebranymi. Czuł uderzenie promili do organizmu, jednak dzielnie trzymał fason, wymieniając uprzejmości z asystentką jednego z ambasadorów.

− A dokąd poszedł Pani przełożony? – zwrócił się do kobiety, aby zejść z tematu ulicznych korków i ich wpływu na makijaż.

− Pan ambasador udziela właśnie wywiadu. Pod ambasadą jest telewizja krajowa i inne media, takie jak…

− MEDIA? – Amarillo nieuprzejmie przerwał kobiecie w połowie zdania i rzucił się do drzwi, niezdarnie ubierając po drodze marynarkę na lewą stronę.

− Szanowni Państwo, pozwolę sobie powiedzieć parę słóóó…- krzyknął, widząc obiektywy i mikrofony i tym samym zakłócając przebieg wywiadu, głodny kamer i uwagi zgromadzonych dziennikarzy. Nie zdążył powiedzieć "paru słów", ponieważ dosłownie potoczył się po wysokich i szerokich, kamiennych schodach ambasady. Teraz, rzeczywiście, uwaga mediów była skierowana na niego. Bąknął zawstydzone "szepraszaaaam", pogarszając swoją sytuację, otrzepał spodnie oraz niepoprawnie założoną marynarkę i chwiejnym krokiem, kurczowo trzymając się balustrady, zaczął podążać z powrotem w kierunku sali, odprowadzany przez obiektywy kamer i aparatów.