Rozdział 18 - Projekty edukacyjne z PMP

Audiobook "Maks konsulski w akcji"

Rozdział 18 – Bohater

Audiobook

Pobierz kazuśnik do rozdziału 18. (PDF)

Pobierz kompletny kazuśnik z prawa międzynarodowego publicznego (PDF)

Republika Jawy

− Mam już absolutnie dosyć tych przygód… Jeszcze tylko kilka dni w Republice Jawy i powrót do domu – myślałem, siedząc w samochodzie eskortującym mnie do hotelu Było mi okropnie niewygodnie, nie przywykłem do kamizelki kuloodpornej.

Fakt faktem, naprawdę nie uśmiechało mi się tam przebywać, szczególnie w obliczu inwazji Cornstrangu na Republikę Jawy. Tego dnia rząd ogłosił katastrofę humanitarną i zaktualizował bilans ofiar. Pamiętam, jak razem z innymi gośćmi hotelu staliśmy przed telewizorem i żaden z nas się nie odezwał. Po prostu płakaliśmy. Dla wielu z nas, było to pierwsze tak bliskie spotkanie z wojną.

Moje myśli w tamtych chwilach wędrowały do rodzin ofiar. Myślałem też o Mai. Ponownie wysłali ją w gorący rejon. W ostatnim SMSie zapewniła mnie, że jest bezpieczna i chwilowo wszystko ucichło. Oby na jak najdłużej…

Patetyczny nastrój w hotelowym lobby przerwało wycie syren alarmowych. Natychmiast rozpoczęliśmy ewakuację. Już prawie udało mi się przedostać w bezpieczne miejsce, gdy…

BUM.

Odrzuciło mnie kilka metrów dalej i uderzyłem głową o kocie łby chodnika.

Obudziłem się w szpitalu.

Miałem dużo szczęścia. Nie odniosłem żadnych ciężkich obrażeń, ale do porannego biegania mogłem wrócić, niestety, dopiero po kilku tygodniach. Resztę wyjazdu służbowego miałem natomiast poświęcić na rekonwalescencję w szpitalu. Przyda się, myślałem, mając z tyłu głowy niedawne porwanie samolotu…

Jak bardzo się myliłem, myśląc, że na chorobowym zaznam spokoju.

Którejś nocy wyjątkowo nie byłem w stanie zasnąć. Wierciłem się, próbowałem zmęczyć oczy oglądając memy, którymi zasypywała mnie Matylda, liczyłem owce, i nic. Kompletnie nic. I wtedy usłyszałem, jak w pomieszczeniu na piętrze przewraca się coś ciężkiego. Okropnie się nudziłem, a poziom mojej energii wciąż nie spadał, dlatego stwierdziłem, że rzucę okiem co się dzieje. Gdy tylko wyjrzałem zza drzwi, zobaczyłem, że w przejściu jednego z sąsiednich pomieszczeń leży ktoś z personelu medycznego w kałuży krwi. Wziąłem głęboki oddech i wychyliłem się nieco bardziej. Przez otwarte drzwi widziałem żołnierzy

Spanikowałem i schowałem się za ścianą. Musiałem jednak przecież zareagować, inaczej zabilją nas wszystkich. Wygrzebałem po cichu z zaplecza medycznego opaski uciskowe, szmatkę i chloroform, żeby chociaż spróbować ich jakoś obezwładnić. Jak to mówią, tonący brzytwy się chwyta…a ja naoglądałem się chyba za dużo seriali kryminalnych.

*  *  *

PRZEŻYŁEM. Siedziałem już na swoim łóżku, przesłuchiwany przez kogoś ze służb mundurowych. Z jego miny wywnioskowałem, że był zaskoczony przebiegiem całej sytuacji. Chyba nie tylko on, bo ocaleli i inni członkowie służb spoglądali na mnie ukradkiem.

- Więc, panie Maksymilianie, jeszcze raz, tak dla pewności. Zauważył pan co się dzieje, zdołał zajść każdego z tych żołnierzy od tyłu, uśpić chloroformem, a następnie obezwładnić?

- Tak, powtarzam to panu kolejny raz… Proszę sprawdzić monitoring…

Mój rozmówca podrapał się po głowie, mruknął coś pod nosem i odszedł. Ktoś inny podszedł do mnie z „gratulacjami” i poinformował, że rozpoczęli poszukiwanie dowódcy. Co za bydlak, rozkazał swoim podwładnym korzystać z zatrutych noży…

Chyba nigdy nie zrozumiem do końca, jak działa wojna… Przepisy MPHKZ miałem niedługo poznać w praktyce. Po południu otrzymałem wezwanie do placówki dyplomatycznej celem wyjaśnienia całego zajścia, gdy tylko dokończę rekonwalescencję.

Ciężko westchnąłem. Cóż, taki los dyplomaty…