Audiobook
Cornstrang
To jest zadziwiające jak wiele różnych problemów potrafią mieć ludzie…Rzecz jasna, większość z tych problemów pojawia się w najmniej spodziewanym momencie a Ty akurat musisz znajdować się w pobliżu i znów podejmować swoją „krucjatę” przeciw wybrykom losu. Jednego dnia płyniesz wraz z misją do odległego kraju a już następnego przybywa do Ciebie obywatelka w opałach i to oczywiście kiedy wszyscy dookoła są pochłonięci bez reszty sprawą traktatu, który ma zostać niebawem zawarty. Ale jak mogłem odmówić pomocy? Co prawda dyplomaci Republiki Wilońskiej już przyjechali a groźba wojny między Wasylią a Republiką Wilońską pozostawała poważna, niemniej wiedziałem, że nie może to sprawić, że zapomnę, iż obiecałem służyć mojemu krajowi i jego obywatelom, także jeżeli jest to „jedynie” sprawa o pomówienie nieszczęsnej Fryzjerki. Nie była to osoba o głębokiej wiedzy z zakresu prawa, zatem zmuszony byłem na chwilę odłożyć w pamięci wzniosłe sprawy wielkiej polityki i przypomnieć sobie, w którą stronę poruszają się tryby w wielkiej machinie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka…
− Panie Maksymilianie, musicie mi pomóc. Ta wiedźma została uniewinniona w zeszłym tygodniu, sędzią był narzeczony jej sąsiadki… Cały system jest przeciwko mnie! Gdzie tutaj sprawiedliwość? Gdzie prawo i słuszność? Ja chciałam tylko w spokoju prowadzić mój salon! –Muszę przyznać, że w tamtym momencie byłem lekko zdezorientowany? Co dyplomacie do sprawy o pomówienia i szkodzenie biznesowi? Powstrzymałem się jednak przed odesłaniem jej do adwokata, sprawa mogła przecież mieć swój ciąg dalszy – i jak się okazało miała.
− No dobrze Pani Mario, ale jak mogę pani pomóc? Jak pani dobrze wie, jestem pracownikiem służby zagranicznej, a to mi wygląda na sprawę dla adwokata. Mogę polecić pani paru…
− Nie chcę żadnych więcej adwokatów, żadnych sądów w tym kraju bezprawia, ja chcę panie Maksymilianie pozwać ich do sądu Unii! – Dawno nie czułem się tak zbity z pantałyku jak wtedy.
− Unii???
− Noooo, tak. Sądu Unii, po coś oni przecież są a pamiętam, że jedna klientka mi opowiadała, że jej znajoma miała kuzynkę która tam poszła kiedy nasze sądy nie chciały przyznać jej racji, coś mówiła o jakiejś Radzie, Europejskiej albo Europy, nie pamiętam już dobrze, w każdym razie udało jej się i ja też chcę tam iść.
− Pani Mario, pani ma chyba na myśli Europejski Trybunał Praw Człowieka funkcjonujący przy Radzie Europy? – zasugerowałem z nadzieją, że uda mi się rozplątać ten supeł terminologiczny.
− Dokładnie tak to się nazywało! A to nie Unia?
− Nie, pani Mario, Rada Europy to inna organizacja, ale nasz kraj także jest jej członkiem. – Czułem lekki absurd sytuacji, a więc poza tymi wszystkimi pracami zostałem także nauczycielem od WoS-u…?
− A no mi się to wszystko poplątać musiało. Ale pan to jest w tym wszystkim oczytany i wie o co chodzi. No to niech mi pan powie, panie Maksymilianie? Co ja mam zrobić, żeby oni popatrzyli na moją sprawę?
− Pani Mario – zaczynając zdanie już wiedziałem, że wyjaśnienie tego tej nieustępliwej kobiecie może zająć mi dobrych parę godzin – chętnie pani pomogę, ale obawiam się, że to nie funkcjonuje tak prosto. Zgodnie z tym, co pani mówi, mogłaby się pani powołać na art. 6 Konwencji i uznać, że prawo do rzetelnego procesu zostało pani odmówione, ale przegrana w pierwszej instancji to za mało, żeby kierować sprawę do ETPCz. Najpierw musi pani wyczerpać drogę krajową.
− To znaczy co? – jej poddenerwowany i arbitralny ton sprawiał, że poczułem się jak na egzaminie mając z tyłu głowy tą samą obawę, że coś przekręcę i wyląduję na poprawkach.
− To znaczy, że musi pani przejść przez całą ścieżkę odwoławczą, a potem spełnić jeszcze kilka innych wymogów, mogę to pani w skrócie opisać ale resztę będzie musiał wytłumaczyć pani pełnomocnik, ponieważ nie mam wglądu do akt pani sprawy…
Prawdę mówiąc nie wiem, jak potoczyły się losy dalszej rozprawy pani Marii – znieważonej w Internecie fryzjerki, która w akcie desperacji przybyła po pomoc do pracowników służby zagranicznej. Wydaje mi się, że przeglądając najnowsze orzeczenia ETPCz trafiłem na sprawę mojej krajanki o imieniu Maria, gdzie kwestią sporną było prawo do sądu, ale takich spraw obecnie jest pełno. W tamtej jednak chwili cieszyłem się, że udało mi się spełnić obowiązek zawodowy i skupić się wreszcie na wielkiej sprawie – do czasu zakończenia przeze mnie rozmowy z panią Marią na szczęście nie wydarzyło się zbyt wiele, więc kilka minut rozmowy z kolegami po fachu wystarczyło, żebym dowiedział się, że najpewniej wszystko rozstrzygnie się podczas bankietu, kiedy to zagraniczni dyplomaci - do tej pory skryci i niechętnie udzielający wywiadów – ujawnią prawdziwe intencje Republiki Wilońskiej. Skupiłem się więc na jednym z największych dylematów, przed którymi w takiej sytuacji stanąć musi każdy mężczyzna: frak czy surdut?