Rozdział 3 - Projekty edukacyjne z PMP

Audiobook "Maks konsulski w akcji"

Rozdział 3 – Niech to Piorun trzaśnie!

Audiobook

Pobierz kazuśnik do rozdziału 3. (PDF)

Pobierz kompletny kazuśnik z prawa międzynarodowego publicznego (PDF)

PODCZAS POBYTU AMBASADORA NARUWII W DELEGACJI…

Wasylia

Adam zatrzasnął drzwi swojego pokoju i rzucił się na łóżko z głośnym westchnięciem.

− A miała matka szansę wyjść za tego aktora Krzysztofa, to był człowiek. On na pewno nie miałby problemu ze wszystkim co robię albo nie robię. – mamrotał Adam do siebie leżąc na łóżku. Jego mama kilka miesięcy wcześniej zdecydowała się po latach burzliwej relacji sformalizować swój związek z ambasadorem Sørenem Normannem. Stwierdzenie, że mężczyzna nie miał najlepszej relacji ze swoim pasierbem byłoby sporym niedopowiedzeniem. -Ciekawe czy on w moim wieku tylko siedział całe dnie nad książkami.

Adam podniósł się z łóżka, żeby po chwili znowu na nie opaść. Rozpierała go energia, którą nie miał pojęcia jak powinien spożytkować. Od ślubu, kiedy musiał wprowadzić się do rezydencji Normanna czuł, że nie może znaleźć tam dla siebie miejsca. Zostawił w rodzinnym mieście przyjaciół i wszystko co znał tylko po to, żeby całe dnie wysłuchiwać, co jeszcze mógłby poprawić w swoim życiu. Jako że Adam bardzo nie lubił zostawać sam ze swoimi myślami, zdecydował się wybrać numer ojca. On jako jedyny rozumiał, jak okropnym człowiekiem jest Søren i jak bardzo Adam się poświęca mieszkając z nim, nawet jeśli dzięki temu może uczęszczać do jednej z najlepszych i najbardziej prestiżowych szkół średnich na świecie.

− Cześć tato, nie uwierzysz, co znowu ten człowiek zrobił. – Adam od razu poczuł się lepiej, gdy usłyszał głos ojca. – Spóźniłem się do domu może 30 minut, a on chce mi dać szlaban, rozumiesz to? Mam 17 lat, a ten człowiek, który nawet nie jest moim ojcem, chce mi dać szlaban za drobne spóźnienie.

− To absolutnie niedopuszczalne. – zgodził się z synem pan Nowak, w duchu ciesząc się z problemów, jakie bez wątpienia w małżeństwie jego byłej żony powodował Adam. – Nie możesz się pozwalać tak traktować, synu. My, Nowaki, nie dajemy sobą tak pomiatać. Powinieneś się na nim odegrać, niech się nauczy, że z tobą się nie zadziera.

− Wiesz co tato, to idealny pomysł. – Adam prawie podskoczył z radości, kiedy uświadomił sobie, że dokładnie wie, jak sprawić, żeby ambasador pożałował, że kiedykolwiek podniósł głos na Adama. – Muszę już iść, zadzwonię jutro, żeby ci opowiedzieć, jak mi poszło.

Adam wybiegł ze swojego pokoju, prawie spadając ze schodów podczas próby jak najszybszego dostania się do garażu. Stał tam pięknie wypolerowany i błyszczący motocykl Normanna, czyli zabytkowy Harley „Piorunek”. Ambasador kochał ten pojazd, jakby to było jego własne dziecko, którego nigdy nie miał. Jego poprzednim właścicielem był Francesco Vito, ulubiony artysta ambasadora. W oczach ojczyma Adama nie było cenniejszej rzeczy w całej ambasadzie, a prawdopodobnie i na całym świecie. Adam już od dawna rozważał przejażdżkę na „Piorunku”. Nastolatek sam bardzo lubił motocykle, a zabytkowy Harley był prawdopodobnie jedną z bardziej efektownych maszyn, jakie kiedykolwiek widział. Do tej pory czuł jednak, że użycie go będzie przekroczeniem granicy i nie jest warte zniszczenia do reszty relacji z ojczymem.

− To on zaczął, krzycząc na mnie, jakbym był gimnazjalistą. Gdyby traktował mnie jak dorosłego człowieka, to bym nigdy nie wziął jego maleństwa bez pozwolenia, ale jak on mnie tak traktuje, to właściwie nie pozostawia mi wyboru. – mamrotał Adam do siebie, próbując sam przed sobą usprawiedliwić swoje zachowanie.

W chwili, w której Adam przekręcił gaz, motocykl wydał przyjemne warknięcie.

− Przecież ojczym się nie dowie, oddam „Piorunka” z powrotem do garażu, a będę miał satysfakcję i przyjemność z jazdy. – zapewniał sam siebie Adam opuszczając garaż.

Pogoda nie była zbyt zachęcająca do przemieszczania się pojazdem nieposiadającym dachu, ale Adam, z powodu ekscytacji, którą odczuwał, nie czuł nawet nieprzyjemnych kropel deszczu, które przemaczały jego kurtkę. Chłopak zdecydował się pojechać mało uczęszczaną trasą w pobliżu lasu, aby móc naprawdę się rozpędzić. Adam nigdy wcześniej nie miał okazji prowadzić takiego motocykla, więc jadąc znacznie ponad 100 km/h czuł się, jakby leciał.

− Nic się nie stanie, jeśli dodam jeszcze trochę gazu, przecież nikogo tu nie ma. – uspokajał się, zaciskając dłonie na kierownicy.

Nagle na drodze Adama pojawiła się wielka kałuża. Niewiele myśląc, mężczyzna spróbował ją ominąć, gwałtownie skręcając. W tym momencie zrozumiał, że trochę więcej wody nie zrobiłoby zbyt dużej różnicy w przeciwieństwie do tego nagłego manewru. Motocykl zjechał na przeciwległy pas. Adam próbował odzyskać panowanie nad maszyną, nie był jednak dostatecznie szybki. Akurat w tym momencie na pasie, którym teraz jechał, pojawił się samochód. Próbując uniknąć zderzenia, kierowca drugiego pojazdu skręcił, aby ominąć nadjeżdżający motocykl. Na drodze nie było jednak dostatecznie dużo miejsca dla nich dwóch. Samochód uderzył w barierkę z głośnym trzaskiem.

− Och, co ja zrobiłem! – krzyknął przerażony Adam, zatrzymując motocykl gwałtownie na środku jezdni. – Muszę zadzwonić po pomoc, mam nadzieję, że go nie zabiłem!

Adam, na trzęsących się nogach, ruszył w stronę samochodu. Zdążył jednak przejść jedynie kilka kroków, gdy z wnętrza pojazdu wyszedł mężczyzna. Z tej odległości nie wyglądał, jakby stało mu się coś poważnego, nie było widać krwi ani żadnych obrażeń. Niewiele myśląc Adam wsiadł na poturbowanego Piorunka i odjechał z piskiem opon.

*  *  *

Adam przemierzał swój pokój tam i z powrotem, nie mogąc usiedzieć na miejscu. Słysząc każde przejeżdżające przed ambasadą auto bał się, że jest to mężczyzna, który przez niego miał wypadek albo co gorsza policja. Drżącymi rękami wybrał numer swojego najlepszego przyjaciela Bazylego.

− Mam poważne kłopoty, naprawdę poważne. – prawie krzyknął, kiedy tylko usłyszał głos przyjaciela. – Spowodowałem dzisiaj wypadek i jeszcze uciekłem z miejsca zdarzenia, przecież za to można pójść do więzienia!

− Kolego, uspokój się, – powiedział Bazyli, nie brzmiąc na ani trochę przejętego sytuacją. – przecież twój ojczym jest ambasadorem, oni ci nic nie mogą zrobić. Policja nie może wejść na teren ambasady ani zająć motocykla należącego do ambasadora. Nikt ci nie będzie mógł nic udowodnić.

− Jesteś pewien? – zapytał Adam z nadzieją w głosie.

− Nawet jeśli dowiedzą się, że to ty to zrobiłeś, przysługuje ci immunitet jurysdykcyjny jako członkowi rodziny ambasadora. Popatrz, na coś ci się jednak przydał ten ślub twojej mamy! – zaśmiał się Bazyli – Schowaj motocykl do garażu i niczym się nie przejmuj.

− Dzięki, co ja bym bez ciebie zrobił! – Adam po raz pierwszy od wypadku wziął głęboki wdech. – Muszę lecieć, mam jeszcze mnóstwo nauki na ten najbliższy sprawdzian, naprawdę bez ciebie nic bym nie zrobił, tylko bym panikował bez sensu przez następne dni.

Adam rozłączył się i spokojnie zajął stosem notatek na swoim biurku. Obiecał sobie, że od tej pory będzie milszy dla Sørena, w końcu to dzięki niemu może robić, co tylko chce.