Rozdział 4 - Projekty edukacyjne z PMP

Audiobook "Maks konsulski w akcji"

Rozdział 4 – Délices très raffinés

Audiobook

Pobierz kazuśnik do rozdziału 4. (PDF)

Pobierz kompletny kazuśnik z prawa międzynarodowego publicznego (PDF)

Cornstrang

Ambasador Normann z nieukrywaną radością przekroczył próg pokoju hotelowego. Chociaż prywatnie cenił sobie poglądy ambasadora Laskowskiego, był już nieco zmęczony koniecznością stałego z nim kontaktu.

− Wiem, że nie mam innego wyjścia, ale czy on zawsze musi czegoś ode mnie chcieć akurat wtedy, kiedy kolejny raz przesuwam termin miesiąca miodowego?! – pomyślał, zdejmując marynarkę.

Szybki prysznic, telefon do żony, a potem relaks na Starym Mieście, taki przynajmniej był plan.

Normann miał w zwyczaju zabierać z sobą telefon wszędzie, nawet do łazienki. Jedno niespodziewane połączenie przychodzące i o mały włos nie skończył z skręconym karkiem.

− Tak słucham?… Tak, przy telefonie… ŻE CO PROSZĘ?! Matko Boska…

Rozłączył się, nie dając nawet osobie po drugiej stronie możliwości dokończenia wypowiedzi.

Rozhisteryzowany, z prędkością światła wyszedł spod prysznica. Zapłakane oczy ograniczały mu pole widzenia, przez co spektakularnie się pośliznął i czym prędzej popędził się spakować. Wieść o zniszczeniu jego ukochanego „Piorunka” wywołała w ambasadorze taki rozstrój, iż nie był w stanie się uspokoić.

− Mój Piorunek, mój kochany Piorunek… I co ja teraz pocznę?! Nie zamierzam tu być już ani minuty dłużej, muszę ratować moje największe szczęście!

Nie informując nikogo, wybiegł z hotelu celem dostania się na lotnisko. Dostrzegł nadjeżdżający na przystanek pod hotelem tramwaj i bez zawahania do niego wsiadł.

*  *  *

Ochrona ambasadora była już nieco zaniepokojona brakiem odzewu z jego strony. Czekali już na niego ponad godzinę.

− Nie odbiera… Może poszedł się zdrzemnąć?

− Weź nie wygaduj głupot, Normann nie sypia w tych godzinach.

− Przejdę się na recepcję, może im uda się jakoś z nim skontaktować.

Jakież było zdziwienie jednego z członków obstawy, gdy usłyszał, iż recepcjonista widział zapłakanego Normanna wybiegającego z budynku z walizką!

− Do cholery jasnej… KOD CZERWONY – wykrzyczał do krótkofalówki. – Powtarzam, kod czerwony, ambasador nam zwiał, jedziemy go szukać!

Personel hotelu z całą pewnością czeka nieprzyjemna rozmowa…

 

TYMCZASEM JAKIEŚ 4 KM OD HOTELU…

Wyprawa ambasadora na lotnisko zakończyła się spektakularnym niepowodzeniem. Tramwaj, do którego wsiadł na chybił - trafił, jak okazało się, jechał w przeciwnym kierunku. W rezultacie, nasz bohater utknął na przystanku w nieznanej mu okolicy miasta, a ostatni tramwaj, którym mógłby dostać się na lotnisko, odjechał kilka minut wcześniej. Lamentom ambasadora nie było końca, czym przyciągał uwagę przechodniów.

Głośny płacz opłacił się jednak. Nagle zauważył biegnącą w jego kierunku grupę mężczyzn ubraną w garnitury, której lider uradowany krzyczał coś do krótkofalówki.

− MAMY GO!

− Panie ambasadorze, co się podziało? Proszę następnym razem powiadomić nas, jeśli zamierza pan opuścić hotel.

Ambasador we łzach opowiedział ochronie całą historię. Histerię przerwała seria telefonów wykonanych do Normanna. Po drugiej stronie usłyszał sekretarkę ministra Ascanio Moralesa. No tak, zupełnie zapomniał, byli umówieni na spotkanie w jego ulubionej restauracji Delices tres raffines…

− Dziwne – pomyślał – dlaczego dobijają się do mnie na numer prywatny…?

Ambasador musiał więc pogodzić się z losem swojego „Piorunka” i skupić się na obowiązkach służbowych. Nieco spanikowany, próbował wybłagać szefa ochrony o podstawienie samochodu, jednak było już na to za późno.

− Czy wy każecie mi jechać tramwajem jak jakiemuś zwykłemu obywatelowi?

− Przykro mi, panie ambasadorze, ale nie mamy innego wyjścia.

I cóż, pojechali. Tramwajem. Czerwony i spuchnięty od płaczu ambasador w towarzystwie personalnej obstawy. Normann widział już siebie na Twitterze, podbijającego zasięgi…

Pomimo licznych utrudnień na trasie i opóźnienia, to Normann, jak okazało się, pierwszy przybył do restauracji. Odetchnął z ulgą – dzięki temu zyskał trochę czasu, żeby doprowadzić się do porządku. Gdy jednak kilkuminutowa obsuwa przerodziła się w prawie 45-minutową konieczność oczekiwania na ministra, ambasador ponownie doświadczył psychicznego rozstroju. Ponieważ rezerwacja została dokonana na nazwisko Moralesa, nie został wpuszczony na salę i zmuszono go do zajęcia miejsca w foyer, i tak już zatłoczonym. Po ponad godzinie, gdy już miał zrezygnować i opuścić lokal, minister Morales ze stoickim spokojem pojawił się w wejściu.

− Najmocniej pana przepraszam, panie ambasadorze, te korki… - dystyngowanie podał rękę Normannowi. Ten głęboko westchnął, widząc jak minister po kryjomu usiłuje wyłączyć grę mobilną.

− Zapraszam pana po mojej lewej. – minister wskazał ambasadorowi miejsce przy stoliku, po czym sam również usiadł i otworzył kartę dań. – Przejdę zatem do rzeczy. Jak już pan wie, integralność terytorialna…

Kilka godzin trwała zawzięta dyskusja. Gdy panowie w końcu nakreślili wspólny plan działania i politykę w obliczu nadchodzących wyzwań politycznych, zdecydowali się zakończyć spotkanie. Ambasador przejął się obowiązującą etykietą i żeby nie popełnić faux pas (w jego mniemaniu), pomimo nalegań ze strony ministra zdecydował się uregulować rachunek z racji pełnienia przez niego wyższej hierarchicznie funkcji.

Gdy już mieli się rozstać, po odebraniu swoich okryć wierzchnich, ambasador zatrzymał ministra jeszcze na chwilę konwersacji, nawiązując do informacji przekazanych w najnowszym wydaniu programu „Wieści Globu”, z którego aplikacji mobilnej otrzymał powiadomienie z krótkim przeglądem aktualności.

− Musi pan przyznać, panie ministrze, iż konflikt zbrojny w Królestwie Delty staje się coraz krwawszy…