Rozdział 6 - Projekty edukacyjne z PMP

Audiobook "Maks konsulski w akcji"

Rozdział 6 – Twardy orzech do zgryzienia

Audiobook

Pobierz kazuśnik do rozdziału 6. (PDF)

Pobierz kompletny kazuśnik z prawa międzynarodowego publicznego (PDF)

Cornstrang

Tego dnia godziny w ambasadzie mijały wolniej niż zwykle. Całe szczęście czas umilały mi rozmowy z Grażynką. Coraz lepiej nam się razem pracowało. Oczywiście wybryki ambasadora były naszym tematem numer jeden po ostatnich wydarzeniach. Zresztą nie tylko naszym, podejrzewam, że personelu wszystkich placówek dyplomatycznych w mieście.

− A słyszałaś, jak ambasador polubił nasze tramwaje? – spytałem ubawiony.

− Daj spokój, podobno zaczął się krzywić na widok tego swojego Mercedesa. – odrzuciła Grażynka i razem zaczęliśmy chichotać.

Naszą pogawędkę przerwało jednak wejście do przedsionka ambasady pewnego tajemniczego mężczyzny. Okazało się, że ów mężczyzna jest pracownikiem pobliskiego komisariatu policji, który roztrzęsiony próbował nam tłumaczyć, co się stało. W jednej chwili z Grażynką, połączeni zamiłowaniem do wszelkich nowinek, zaproponowaliśmy mu filiżankę ciepłej herbaty i zaprowadziliśmy do gabinetu. Uznaliśmy, że skoro możemy zająć się pracą, a jednocześnie nie przerywać sobie ploteczek, to czemu nie połączyć przyjemnego z pożytecznym?

Okazało się, że ten szeregowy policjant tak bardzo zmartwił się sytuacją zaistniałą w ostatnich dniach na komisariacie, że, nie wiedząc, do kogo się zwrócić w obawie przed utratą pracy, przekroczył próg pierwszej napotkanej placówki dyplomatycznej.

− No bo kto mi pomoże, jak nie wy? Przecież wy tu musicie się znać na takich sprawach. – zaczął policjant.

− Ale jakich sprawach, proszę pana? – dopytywałem.

− No, wie pan, uchodźcy i takie tam… - odburknął pracownik służb mundurowych.

Muszę przyznać, nie było mi trzeba nic więcej. Wystarczająco zaintrygowany, po wymianie porozumiewawczego spojrzenia z Grażynką, usiadłem wygodnie i zachęciłem policjanta do mówienia:

− Niewątpliwie, zdarza nam się zajmować „takimi sprawami”. Proszę mówić.

Mundurowy przystąpił do opowieści. Przekazał, że jakiś obywatel Federacji Buchary postanowił uciec z kraju, bo władzę w tym państwie przejęła nacjonalistyczna organizacja terrorystyczna, która wprowadziła autorytarne rządy, a wspomniany obywatel działał aktywnie w poprzednim, demokratycznym rządzie. Terroryści wprowadzili z dnia na dzień szereg ustaw zakazujących osobom w podobnej sytuacji opuszczanie kraju i nieraz w publicznych wypowiedziach twierdzili, że muszą „wyplewić kraj z zachodnich, kosmopolitycznych zaraz raz na zawsze”. Coraz częściej, w dodatku, słyszało się o przypadkach zniknięć członków „starej” władzy. Już na tym etapie historii przypominały mi się jakieś nagłówki z prasy i telewizji, które widywałem w ostatnim czasie.

Człowiek, o którym mówił policjant, uciekł w nocy do Cornstrangu, mimo że poprzedniego dnia zarekwirowano mu w Federacji Buchary wszystkie dokumenty i nie mógł ich przedstawić na granicy, więc przekroczył ją w ciemnym lesie. Czym prędzej jednak udał się na najbliższy komisariat policji, na którym oto pracuje nasz gość, i próbował się wytłumaczyć. Policjanci zawiadomili o tym fakcie odpowiedniego urzędnika, który był znany w okolicy ze swoich ksenofobicznych wypowiedzi, co również nie uszło mojej uwadze. Nieraz już zmieszaliśmy go z Grażynką z błotem po tych wszystkich obrzydliwych słowach, które rzucał w telewizji. Rzeczony urzędnik podjął decyzję o umieszczeniu „delikwenta” w areszcie do czasu rozpatrzenia jego wniosku o nadanie statusu uchodźcy. Wniosek jednak nie mógł zostać rozpatrzony bez wymaganych dokumentów, które mogły mu zostać wydane tylko po osobistym stawiennictwie w ambasadzie Federacji Buchary, do której jednak nie mógł się udać ze względu na obawę przed prześladowaniem. Poza tym, starannie zaplanował podłożenie, do jego rzeczy przechowywanych na komisariacie, ładunków wybuchowych i ulotek nawołujących do eksterminacji obywateli państwa przyjmującego. Następnego dnia urzędnik, powołując się na niebezpieczeństwo stwarzane przez obywatela Federacji Buchary ubiegającego się o ochronę międzynarodową, wydał decyzję o wydaleniu go na terytorium innego, obcego państwa.

Myślałem, że takie rzeczy usłyszę tylko na zajęciach na studiach. Trochę brzmiało to wszystko jak z filmu, ale z drugiej strony, przecież nie miałem żadnych powodów, żeby temu policjantowi nie wierzyć. Wydawał się naprawdę zmartwiony. Tylko Grażynka zrobiła oczy większe niż pięć złotych.

− Dacie państwo wiarę? Musicie mu jakoś pomóc, przecież to niewinny człowiek, ja z nim rozmawiałem, on tam teraz siedzi i boi się, jak nie wiem co!

− Spokojnie, bardzo dobrze, że przyszedł pan do nas z tą sprawą. – stanowczo odrzekłem.

− Tak, tak, ja ręczę za tego pana, on na pewno pomoże rozwiązać tę sprawę. – dorzuciła Grażynka, ku mojemu nieskrywanemu zadowoleniu.

− Będę ogromnie wdzięczny, tylko… Nie muszę się martwić o swoją pracę, prawda? Wiecie państwo, żona czeka z trójką dzieciaków w domu, ja naprawdę muszę dbać o tę posadę… Sami rozumiecie…

− Proszę się o nic nie martwić. – uspokoiłem go. - Jakby miał pan jakiekolwiek nowe informacje, bardzo proszę o kontakt. Ja w tym czasie spróbuję się porozumieć z urzędem do spraw cudzoziemców, może uda się coś zdziałać. Grażynko, odprowadź, proszę, pana.

Policjant, uradowany i utwierdzony w słuszności swoich działań, udał się z Grażynką w stronę drzwi. Ja tymczasem zostałem w gabinecie z twardym orzechem do zgryzienia…